Proste zabawy nie nużące, ale bardzo rozwijające

Dziś, kiedy wchodzę do sklepu z zabawkami i dziecięcymi książkami, to odnoszę wrażenie, że wszystko już zostało wymyślone i wszystko już jest gotowe: książeczki, które wydają głosy,  obrazki wypukłe…. Czy zatem dzieci, które tak jak moje pokolenie, nie miały tego wszystkiego, słabiej się rozwijały, a rodzice nie bawili się z nimi?! Wiemy, że bawili się i dziadkowie także, ale musieli wysilić swoją kreatywność  (wcale tak tego nie nazywając).  Pamiętam jak dziecko nawet takie przed pierwszym rokiem życia sadzano na założonej nodze na nogę i trzymając dziecko za ręce podnoszono wyśpiewując do rytmu ” wio koniku wio ładnie nam się szło, a kareta po wybojach ho, ho , ho” i podrzucano wyżej. Każde dziecko gdy słyszało: , kosi , kosi łapci pojedziem do babci a od babci do dziadka , da nam złotka na jabłka” klaskało w ręce a w miarę upływu czasu samodzielnie dołączało do recytacji. Bardzo lubiana była zabawa ” Warzyła sroczka kaszkę warzyła, aż uwarzyła (palcem babcia kręciła w dłoni dziecka i następnie ugniatała paluszek po paluszku mówiąc: temu dała na talerzyk, temu na miseczkę, temu na spodeczek temu do kubeczka, a temu nic nie dała, biegała, biegała i uciekała. ”  (warzyła, czyli gotowała w gwarze śląskiej). Do wierszyka ” Idzie kominiarz po drabinie, hop! i już jest w kominie” robiło się palcami kroczki po ręce lub brzuszku, a następnie wpadało do kieszonki lub pod koszulkę łaskocząc malucha.  Ze starszymi dziećmi dorośli grali w kapsle lub inaczej wyścigi po nakreślonym na ziemi torze pstrykaliśmy kapslami, a kto pierwszy przekraczał napis meta wygrywał.

Zabawy dawały dziecku i dorosłemu dużo radości, ale kształciły także poczucie rytmu, pamięć, stymulowały dotyk, wrażliwość dotykową, równowagę czyli to co dziś trenuje się w gabinetach integracji sensomotorycznej. To co najważniejsze…. były okazją do bliskiego kontaktu, przytulenia, okazywania serdeczności, miłości i dawały poczucie bezpieczeństwa, a tego nie da nawet najbardziej skomplikowana, edukacyjna zabawka.

Nie trzeba znać zabaw z dalekiej przeszłości, ale warto wymyślić całkiem proste zabawy na wspólne spędzanie czasu bez wchodzenia do sklepu i kupowania drogich zabawek. Po przeczytaniu książeczki można urządzić teatrzyk; koc rozłożony między krzesłami posłuży za kurtynę, z rękawiczki można zrobić pacynkę, która będzie bohaterem tego przedstawienia. Łatwo można się przekonać, że im prostsze są zabawki tym większa inwencja twórcza dziecka, aby coś ozdobić samemu. Podany przeze mnie teatrzyk może być niezłą terapią na różne problemy nękające dziecko. Łatwiej dziecku mówić poprzez pacynkę niż wprost od siebie.

Nie chcę psuć państwu zabawy w wymyślanie nowych własnych zabaw. Jeśli ktoś ma ochotę podzielić się z innymi swoimi pomysłami zachęcam do publikowania  ich za naszym pośrednictwem.

Dobrej zabawy!

 

Róża Polak